Trzeci dzień racuchów z rzędu to moment, w którym zaczynasz podejrzewać, że sama powoli stajesz się racuchem…
Czyli świeżutka anegdota z życia mojego i dzieci. Dawno nie było. Zatem:
Trzeci dzień z rzędu robiłam młodszemu synowi (i sobie) racuchy.
Miałam już troszkę dość.
Mówię więc do syna:
– Jestem już trochę zaracuchowana… wyglądam już jak racuch? 
Bo ty, synu, troszeczkę… 
Na co syn:
– Zawsze wyglądałaś jak racuch 
A ja, wchodząc mu w słowo:
– Synu, jacy my jesteśmy do siebie podobni 
Tu nastąpił racuchowy przytulas 

A wtedy nadszedł starszy syn i – dla równowagi – dał mi gryza tortilli z gyrosem 
