Dziś podziękowałam nastoletniej córce przyjaciółki za to, że zgodziła się zaczekać z grą na czas naszej rozmowy. Zrobiłam to odruchowo – bo tak robię wobec moich dzieci odkąd byli mali.
Przyjaciółka była zaskoczona. I to zdziwienie uruchomiło we mnie myśl, że taki gest nie jest dla mnie „wyuczonym sposobem wychowawczym”, tylko czymś dużo bardziej intuicyjnym.
Nie chodzi o kurtuazję. Chodzi o wyczucie momentu – o to, żeby zobaczyć, kiedy dziecko naprawdę potrzebuje komunikatu: „widzę Cię, jesteś ważna/y”.
Czasem będzie to jasne postawienie granicy.
Czasem przekomarzanie się.
A czasem – właśnie podziękowanie albo poproszenie, które buduje w dziecku poczucie bycia ważnym.
Coraz częściej widzę, że w wychowaniu nie chodzi tylko o „co powiedzieć”, ale o to, kiedy i dlaczego to mówimy. O czucie i wyczucie tego, czego dziecko w danym momencie naprawdę potrzebuje.