„Pusta ulica, nikt nie widzi” – przemknęło mi gdzieś daleko, daleko z tyłu głowy, bo przed nim stało: „To jest chyba ok. Nie ma w tym nic złego”. I gdzieś całkowicie, ledwo słyszalne, ale świadome jeszcze echo wychowania: „Asia jesteś wieśniarą”.
Byłam akurat bezpośrednio po sesji z klientką, na której opowiedziałam jej przykład z własnego życia korespondujący z tematem moich „orzechowych” rozważań. Na sesji padło, że „zostałam wychowana na paniusię”.
DYgRESJA LEKKIE TŁUMACZONKO
I tu prosi mi się dygresja. Wiecie, że przykład własny z życia terapeutki, coacha (Kimkolwiek jestem, nie definiuję się. Najchętniej nazwałabym się znachorem – to duże aspiracje, wiem. Możecie mówić tylko Rzeźnik) jest bardzo ważny. Widziałam gdzieś głosy, że nie, że to może być brak profesjonalizmu, lecz chcę to definitywnie obalić. Wszyscy jesteśmy ludźmi, a osoba prowadząca proces klienta jest po prostu kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt kroków dalej niż ten, kto do niej przychodzi coś z nią robić. Dzięki temu, że jest te ileś kroków dalej, może poprowadzić proces. Sam go zrobił dla siebie, a to największy zasób – doświadczenie. Opowiedziany krótko idealnie pasujący przykład własny potrafi mocno pracować dla klienta. To z półki „nikt nic nie mówi przez przypadek”.
ZINTEGROWAŁY SIĘ?
Zatem idę sobie i palcem dłubię w tym orzechu i tak mi się zestawiło to wszystko w zdanie integrujące: „Zostałam wychowana na paniusię, ale uwielbiam być wieśniarą.” 
I tak sobie szłyśmy jakby obie: ta paniusia we mnie np. w postawie, w zestawieniu kolorów, w świadomości, co wypada, a co nie i ta wieśniara dłubiąca palcem w orzechu podniesionym z chodnika. I tak obie się we mnie rozgaszczały, przenikały. Pewnie się będą jeszcze trochę tak przenikać, rozpychać i rozgaszczać we mnie, aż się całkowicie zintegrują. Chciałam napisać, że zintegrowały się przed drzwiami do dyskontu, ale nie jestem pewna. Pooglądam to jeszcze.
A jak to jest u Ciebie?
A Ty na kogo zostałaś wychowana, a kim uwielbiasz, lubisz być?
Napisz, kogo z kim w sobie zintegrujesz pod wpływem tego, co tu czytasz 
Dnia bez cienia, pa 