Szliśmy ze spaceru. Koleżanka zapytała mnie, czy mój synek lubi brata. Starszy syn szedł obok. Powtórzyłam pytanie do niego. Koleżance przemknął przez twarz cień zdziwienia. Synek z szerokim uśmiechem odpowiedział, że lubi. Na to koleżanka zadała drugie pytanie, czy jest zazdrosny. Synek z tym samym uśmiechem odpowiedział, że tak. Spokój. Tak… chyba to odczułam w tej sytuacji. I nie będę ukrywać, że jeszcze coś: może minimalną satysfakcję, że rady z naszej książki działają, że oba uczucia są zaakceptowane, że istnieją bez zgrzytu obok siebie.

Do tego doszło jeszcze zastanowienie, że to w ogóle możliwe, bo kiedy ja byłam mała zazdrość była zła i nieakceptowana. I jeszcze o radzeniu sobie z tą zazdrością, gdyż ma ona i ciemne strony. Brat to konkurencja. Konkurencja, która w dodatku jest noszona na rękach, karmiona tylko przez mamę i mama ćwierka do niej przy przewijaniu, przed i po karmieniu. Pisząc o zaspokajaniu wszystkich potrzeb emocjonalnych dzieci, równocześnie wprowadzałam w życie bycie rzeką z szerokimi brzegami, żeby każde dostało to, czego potrzebuje. Przytulałam, najczęściej jak to było możliwe, wstawałam rano i jak tylko mnie wołał układałam z nim kolejkę, pilnowałam czytania bajek na dobranoc. Próbowałam robić wszystko to, co przed urodzeniem brata i chyba nawet trzy razy więcej. Działało na chwilę. Jakby dziecko „nie piło” przez lata. I postawiłam na rozmowę. Autorki doradzają, żeby dość często rozmawiać z dziećmi o uczuciach. Zastanawiałam się, czy to wyjdzie z trzylatkiem. Spróbowałam. Zaczęłam oczywiście od słownej akceptacji uczuć: „Jesteś zazdrosny”. „O brata?” I potoczyło się samo Mój mały synek opowiedział mi, jak jest o mnie zazdrosny. Zadał mi pytania, które wskazywały, że się bał, że może mnie w jakiś sposób stracić i na końcu okazało się, że chce… ćwierkania. Tak, ćwierkania, tak jak do brata. I co? I ćwierkam (Może już nie będą musiała układać tych ciuf o 7 rano 😉

Ps. z 3 marca 2017 r. Z perspektywy czasu, zdobytej wiedzy i doświadczenia dopowiadam, że dopytanie, czego dziecko naprawdę potrzebuje od rodzica, to klucz do zaspokojenia potrzeby. Czas z dzieckiem ma być czasem zagospodarowanym według tego, co chce z rodzicem robić dziecko. To w praktyce oznacza, że dziecko wybiera zabawę. Przykład: Układałam z dzieckiem klocki kilka dni z rzędu po 1,5 godziny. Gdy zapytałam, czy jest zadowolony, odpowiedział: “Mama, ale ja chciałem, żebyśmy układali puzzle”. Sytuacja prawdziwa, dzięki której nauczyłam się, że ważne jest, abym dokładnie dopytała dziecko, co konkretnie chce robić, bo gdy zapytałam, czy chce układać lego, przystał na lego. Taki ma charakter i to też muszę uwzględniać. Drugie, czego się nauczyłam, to że liczy się dopiero czas spędzony na wybranej przez dziecko zabawie, bo czas spędzany na innej nie zaspokaja właściwej potrzeby dziecka.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *