Kiedy dziecko chce więcej, a rodzic wie, że bierze na wyrost – Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały
Dziecko chce więcej niż może zjeść

Są sytuacje – nie tylko dotyczące jedzenia – kiedy dziecko dopomina się, by rodzic dał mu coś w dużo większej ilości niż dziecko jest w stanie zjeść czy spożytkować. To delikatne sytuacje z obszaru asertywności, w których ważne jest, by zadbać o to, by dziecko czuło, że ma prawo dostać tyle, ile chce, lecz także rodzic ma prawo powiedzieć, na czym mu zależy w danej kwestii. Opiszę na własnym przykładzie.

Akceptacja uczuć i potrzeb dziecka

– Mama, daj mi jeszcze trzy takie duże łyżki makaronu – powiedział Młodszy. Wiedziałam, że nie zje tyle, bo to już lata doświadczeń z tą sytuacją – branie pięć, sześć razy więcej niż później zjada.
– Ok. Chętnie dam Ci tyle, ile chcesz.
Akceptacja. Krótkie potwierdzenie, że słyszę, że dziecko chce i ma prawo chcieć i dostać.

Z jakiego powodu tak ważne jest to zapewnienie?

To zdanie akceptujące dziecka uczucia i potrzeby wydaje się oczywiste. Niestety z powodu tej oczywistości często bywa przemilczane, pomijane.
A dla prawidłowego rozwoju emocjonalnego dziecka jest niezwykle ważne. Ta akceptacja zaspokaja potrzeby emocjonalne dziecka np. potrzebę bycia ważnym, właśnie potrzebę akceptacji, potrzebę szacunku. W moim odczuciu także potrzebę przynależności, ponieważ zaakceptowanie, że dziecko chce czegoś dużo to danie prawa, że w najbliższym otoczeniu dziecko może być obecne z taką potrzebą i to jest ok.

Akceptacja werbalna

W przytaczanym tutaj przykładzie moja akceptacja była krótka i raczej bardziej pozawerbalna niż werbalna. Kiedy rodzic wcześniej stale zaprzeczał na różne sposoby (podaję je w kursie Szkoła dla Rodziców online), to dziecko potrzebuje kilku, a nawet kilkunastu słownych potwierdzeń, że rodzic słyszy i dokładnie słyszy to, co dziecko mu mówi wprost i za słownym komunikatem, czyli uczucia i potrzeby. Przykład:

Akceptacja niewerbalna

Dla mnie to taki sposób odbioru komunikatu dziecka, który bez zmian przechodzi przez moje ciało i wywołuje we mnie rodzaj współODczucia tego, co dziecko mi przekazuje. Nazywam to zwykle wejściem w buty dziecka. Napisałam, że komunikat dziecka przechodzi BEZ ZMIAN, ponieważ najpowszechniejszym błędem rodziców i słuchających jest narzucanie swojej interpretacji tego, co mówiący chce (sic!!!) powiedzieć, a nie mówi naprawdę, po dwóch trzech wyrazach. Po prostu zakładamy z góry, że już wiemy, o co mówiącemu chodzi. A to ogromny błąd i zamkniecie na mówiącego. Mówiący jest od razu bez szans, by się przebić przez nasze założenie, co też chciał powiedzieć. A rozmówca czuje od razu w ciele to zamknięcie.

Mnogość komunikatów dla rodzica bardziej niż dla dziecka

Z doświadczenia mogę napisać, że ta mnogość komunikatów wypowiadanych przez rodzica do dziecka na początku przygody z akceptacją uczuć i potrzeb dziecka jest raczej DLA rodzica. Dlaczego?
Dziecko szczerą, autentyczną, pełną akceptację odczuje w sekundę. Rodzic nauczony zamykać się na swoje, a co za tym idzie także dziecka i innych osób, potrzebuje wypowiedzieć wiele zdań, by zaskoczyć, kiedy otwiera się nareszcie na cały komunikat.

Kiedy mogę nie słyszeć i co z tym zrobić?

Odpowiedzenie dziecku wyrazem twarzy, spojrzeniem, samym byciem jest możliwe zatem wtedy, kiedy już jestem na etapie bycia prawie cały czas otwartą na to, z czym przychodzi do mnie moje dziecko. Napisałam “prawie”, ponieważ jestem tylko człowiekiem i zdarza mi się być zmęczoną czy rozkojarzoną, zajętą swoimi myślami i wtedy nie ma we mnie przestrzeni na cokolwiek z zewnątrz, w tym na sprawy dziecka. Wtedy powiedzenie szczerze jak jest i kiedy będę mieć w sobie przestrzeń na przyjęcie informacji od dziecka to najlepsza decyzja. Np. “Zamyśliłam się, czy możesz powtórzyć?” albo “Jestem zestresowana wystąpieniem, które mam za chwilę, czy możemy o tym porozmawiać po? Wtedy chętnie posłucham.” Proste i trudne, ale na pewno asertywne.

90 procent akceptacji i 10 procent odmowy

Kiedy rodzice uczą się ze mną odmawiać dziecku, to pierwszą wskazówką, którą daję jest z reguły ta: “90 procent akceptacji i 10 procent odmowy”. Są znikome szanse, by dziecko (w sumie ktokolwiek) przyjął naszą odmowę ze spokojem, kiedy nawet nie usłyszeliśmy o co naprawdę chodzi. Dopiero po pełnym usłyszeniu uczuć i potrzeby można zdecydować, czy jesteśmy na tak czy na nie, czy na tak, ale później.

Asertywna odmowa rodzica

Odmowa rodzica ma być asertywna. Co to znaczy w praktyce i we właściwym rozumieniu pojęcia asertywności? To, że skoro już usłyszeliśmy dziecko – dziecka uczucia i potrzeby, to decydując o czymkolwiek warto wiedzieć, jak mi jest z tym, co słyszę i jak mi będzie po danej decyzji. Co ja czuję w tej kwestii? Czego dla siebie chcę? Co mi przeszkadza już i/lub będzie przeszkadzać? Na czym mi dla siebie zależy? Dziecka uczucia i potrzeby są OK, moje – rodzica uczucia i potrzeby są OK.

Zatem na czym mi zależy w tym przypadku?

Złości mnie wyrzucanie jedzenia. Unikam i chcę nauczyć dzieci szanować jedzenie. Tak mam. Mam prawo tak mieć i tego chcieć dla siebie i swoich dzieci.
Zależy mi na równi, a może bardziej, by dziecko było pewne i czuło się bezpieczne, że dostanie tyle – tutaj – jedzenia, makaronu, ile będzie potrzebowało, by czuło się syte. By obyło się bez walki, bo makaronu jest na tyle. Po prostu tylko chcę uniknąć wyrzucenia.

Co finalnie odpowiadam uwzględniając siebie i dziecko, dziecko i siebie?

Po pełnej akceptacji mogę spokojnie podać swoją propozycję. U początkujących po kilku, kilkunastu zdaniach. U zaawansowanych po jednym, po przepłynięciu akceptacji przez ciało. I po odebraniu sygnału z ciała dziecka, że zostało usłyszane – często to jest po prostu milczące, spokojne czekanie – nawet nie czekanie, bo to są sekundy, przecież krótko nakładam makaron. Mając tę pewność przedstawiam dopiero swoją propozycję, np. “Nałożę Ci tyle (pokazuję na talerz) i jak skończysz dołożę następną porcję, ok? Makaronu i sosu jest wystarczający. Będzie tu czekać. Chcę być pewna, że wszystko zjesz i wtedy dołożę”.

Pewność i unikanie defensywy

Z premedytacją rozbudowałam komunikat odmowy, lecz też może być krótszy. Ważne, by był jasny. Konkret, co, jak i dlaczego.
I co bywa też częstym błędem empatycznych rodziców ma to być propozycja łagodna, lecz stanowcza. Ma być za nią pewność, że to, co proponuję – to wykonam, zaufanie do siebie, wiarygodność. Taka propozycja z pozycji lidera, który dokładnie wie, co robi, po co i dlaczego.
Powodzenia!

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *