Jedna drzemka dziś rano wypadła, bo synek chciał pełzać po podłodze w dużym i kiedy kładłam do łóżeczka widziałam, że nic z tego nie będzie. Przed drugą zmęczony był już na potęgę, ale sprawdzające się przez ostatnie kilka ładnych tygodni układanie do spania nie zadziałało. Zamiast tego najpierw delikatny płacz, z charakterystycznym „Ide, de, ide” w kółko i patrzeniem na drzwi sypialni, a później wrzask. Oczywiście najpierw posmarowałam dziąsła, bo prawa jedynka już blisko, więc może to. Nie. Wzięłam na ręce i cisza, więc mówię: „Rozumiem, że chcesz się bawić. Jesteś też zmęczony. Trzeba spać”. I próba odłożenia do łóżeczka, a tu zaskoczenie: wrzask niemiłosierny, aż w bębenkach dźwięk sprzęgał, nóżka prawa pracuje, to się zgina to prostuje, i pupka do góry. Jeszcze jedno upewnienie się, że to nie jest to co myślę, więc rachunek sumienia, co wczoraj jadłam i czy aby nie wzdymacze. Nic, biorę na ręce, od razu cisza. No to nie brzuszek. Nawyk, nawykiem, więc próbuję z akceptacją uczuć, nie mam nic do stracenia: „Taka furia u Tomusia, taki wrzask, nóżka aż tak mocno pracuje. Tak się złościsz bardzo. Nie chcesz spać, chciałbyś się cały czas bawić. Rozumiem. Spać i odpoczywać trzeba, żeby mieć później siłę na fajną zabawę” – wchodzi starszy – „Przemuś nie chciał spać, tylko się bawić i raz aż zasnął na podłodze w kuchni. Teraz wie, że trzeba spać, jak się jest zmęczonym.” Starszy: „Tomuś trzeba spać, żeby się wyspać”. Starszy poszedł. Położyłam młodszego w łóżeczku tyłem do mnie. Cisza. Wyszłam z pokoju (bo normalnie wychodzę, jak zasypia) cisza. Za chwilę wchodzę. Dziecko śpi. Możecie się nie zgadzać i możecie mieć rację. Może zadziałał sam ton głosu. A ja napisałam, bo może się komuś to przyda.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *