Ucz się„To, co moje jest moje i jara mnie…” – słuchając innego gatunku muzyki, pamiętam tylko tyle z tej piosenki i dodaję sobie do tego fragmentu własną interpretację. To, co moje jest fajne i powinno mnie cieszyć. To, co moje, dlatego że jest moje jest dobre i daje mi poczucie zadowolenia. To, co moje daje mi satysfakcję, tylko dlatego że jest moje. Bo co mam doceniać bardziej niż swoją własność. A co jest tak naprawdę moje? Moje są myśli, które się pojawiają w mojej głowie.

Moje są uczucia, które do mnie przychodzą. Moje są refleksje i retrospekcje. Czy przynoszą mi zadowolenie czy budzą niechęć, są moje i powinny mieć dla mnie największą wartość. Moje są opinie, czy się komuś podobają czy nie. Mi się mają podobać. Nawet moje lęki, niepokoje, obawy, moje gafy, błędy są moje i nie będą nigdy nikogo innego.  Dlatego że są moje, wymagają największego szacunku. Trzeba oswoić w sobie „mojość”, bo to pozwala poczuć się ze sobą dobrze, zatroszczyć się o siebie, przytulić się wewnętrznie, kiedy jest nam źle. Przede wszystkim pozwolić sobie poczuć, że jest mi źle i nie potępiać tego w sobie, lecz otoczyć te uczucia takim samym szacunkiem, troską i czułością, z jaką traktujemy te pozytywne. Kiedy się cieszymy, przeżywamy tę radość od początku do końca. Pozwalamy jej z satysfakcją wybrzmieć. To samo zróbmy z negatywnymi, pogardzanymi uczuciami. Niech one w nas pobędą, skupmy się na nich do końca, z akceptacją, aby wybrzmiały i od nas odeszły. W ciągu dnia często zdarza się, że nachodzą nas myśli, których nie chcemy. Nie podobają nam się, nie lubimy ich, nie chcemy ich myśleć, bo np. chcielibyśmy być większymi optymistami i odrzucamy z niechęcią nasze wewnętrzne marudzenie. I ono takie niewybrzmiałe, niezaakceptowane odkłada się gdzieś w nas jak czarny pył na czystej kartce. Gdybyśmy je zaakceptowali, nie zostałby po nich ślad. Potraktuj w ten sam sposób swoje ciało. Przyjmij każdą jego część jako swoją. Powiedz np. „To moja twarz, ona jest moja i jest dobra/ ok”. Zawsze taka będzie, więc warto ją taką po prostu przyjąć. I każdą inną część swojego ciała. Może warto porównać to do pogody. Wszyscy przyjmują ją taką, jaka danego dnia jest. I tym jest lepiej, którzy od rana zaakceptują, że danego dnia pada i ubiorą palto i kalosze, niż tym, którzy zamiast zaakceptować tylko psioczą. Ćwiczenie: Przez cały dzień, kiedy poczujesz się ze sobą źle, z jakiegokolwiek powodu, pomyśl od razu: „To jest moje i jest dobre, tylko dlatego że jest moje”, a jest, bo przecież dzieje się w Tobie. Każdą potępiającą myśl pogłaszcz i powiedz jej, że jest Twoja. Niezadowolenie z własnego wyglądu, zachowania, wypowiedzi – przytul jako swoje. Kiedy poczujesz, jak to na Ciebie działa, przedłuż ten czas o następny dzień i jeszcze jeden. Może dasz radę tydzień, a nawet miesiąc. Pokochaj, to co Twoje, a od tego już tylko krok by pokochać całą/ego siebie. Ps. Dla wsparcia tego procesu warto przeczytać „Deklarację poczucia własnej wartości” Virginii Satir, dostępną w sieci.

Zapisz

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *